człowiek kolejnym numerkiem dla NFZ

Hanusia w piątek przed długim weekendem źle się czuła.
Kaszlała, miała katar i ogólnie była rozbita.
Nie gorączkowała i miała apetyt. Stan się nie pogarszał.
Więc we wtorek z rana Sylwia dzwoni do lekarza aby umówić córkę.
Recepcjonistka twierdzi, że nie ma miejsca.
I należy ewentualnie przyjść pytać czy lekarz przyjmie.
W rozmowie telefonicznej mama pyta czy lekarz przyjmie bez zapisu.
Sylwia pewnie odpowiada, że przecież chorego dziecka nie odeślą.
Po pracy Sylwia jedzie po Małą i do lekarza.
Okazuje się, że przyjmuje pediatra Hanusi.
Spokojniejsza Sylwia czeka z Hanią aby w przerwie pomiędzy pacjentami zapytać lekarki czy przyjmie dziecko.
Gdy wychodzi pacjent zadaje pytanie lekarce.
Ta się zaczerwieniła, zaperzyła i podniesionym głosem:
-była pani umówiona?
-nie pani doktor,gdy rano dzwoniłam nie było miejsca a córka…
-ja już pani napewno nie przyjmę!zaraz kończę pracę! To jest fizycznie niemożliwe! Pytać K.!
Gula w gardle skoczyła. Łzy do oczu napłynęły.
Doktor K. Słysząc krzyki koleżanki na pytanie czy przyjmie odpowiada zażenowany :
-ja przepraszam bardzo, o osiemnastej muszę wyjść bo dzieci muszę z przedszkola odebrać mam jeszcze sześcioro pacjentów ale jak zdążę to jak najbardziej…
Sylwia zdaje sobie sprawę, że lekarz też ma swoją rodzinę i swoje życie.
Prosi zatem w recepcji o zarejestrowanie na jutro.
Pani odpowiada, że nie ma wolnych numerków ani jutro ani pojutrze.

I cholera jasna. Ja przepraszam bardzo. Czy ja muszę wiedzieć miesiąc szybciej że dziecko mi zachoruje i aby umówić się do lekarza to trzeba specjalnych terminów.
Oczywiście, że najłatwiej prywatnie.
Wtedy każdy ci w dupę bez mydła wejdzie.
Jak dostanie paredziesiąt PLN to och, ach zapraszam.
Przepraszam, dziękuje, nie trzeba.
Ale kurna pracuję. Co miesiąc złodzieje kradną mi na ten śmieszny N F Z ciężkie pieniadze a jak mi dziecko zachoruje to nie przyjmiemy bo numerka nie mamy????

132 myśli nt. „człowiek kolejnym numerkiem dla NFZ

  1. ~Koszmarna, :

    wryyyyyyyy……….podniosłaś mi ciśnienie …. Od razu mi się przypomniało jak mi Pani w ośrodku nie chciała przyjąć Glisty która miała wtedy 2 tygodnie.. Przyczyna taka sama – brak numerków…. Jak w Obozie jakimś.. masz numerek wchodzisz, nie masz to spier… Takiej awantury i tupania nogą nie wykręciłam nigdy.. O dziwo poskutkowało… :/

    • a jak ja miałam wczoraj ciśnienie podniesione… po prostu szok… i ta bezsilność na to nasze „prorodzinne” państwo…
      powtarzam się, ale Polska to jest chory kraj…

      • Koszmarna, :

        ehhh Polska leczy się w NFZecie więc jest jak jest…

        • masz rację skoro NFZ jest przewlekle chory to jak Polska, która się tam leczy ma być inna…

  2. No niestety, tak sobie myślę, że gdyby zamiast na fundusz NFZ sam bym sobie identyczną kwotę co miesiąc na własne konto odklejał, to byłoby o wiele lepiej, bo z tych odkładanych pieniędzy stać by mnie było na wizyty prywatne za każdym razem. Niestety, ten narodowy fundusz to porażka jest i tyle :(.

    • jestem tego samego zdania co Ty. Również chciałabym odkładać swoje pieniądze na osobne konto i korzystać z niego w razie właśnie takich sytuacji…
      świetnie powiedziane porażka…

    • To nie jest tak do końca. Porażką jest to, że, bodajże 3 lata temu prezez NFZ pochwalił sie na koniec roku oszczednościami 100 mln zł. jakimi oszczędnościami? jakiś szpital nie dostał kasy, przychodnia. porażką jęst to, że taka Pani Doktor nie jest na etacie tylko w tej przychodni. Pracuje równiez gdzies indziej. gdy się spóźni, jest obsuwa. gdy spóźni sie pacjent – tak samo. Sama idea NFZ nie jest głupia, tylko trzeba mądrze rozporządzać pieniędzmi, a nie premie sobie przyznawać za coraz bardziej kretyńskie przepisy.

      Za pieniądze, które sami byśmy odkładali: owszem, zaplacilibyśmy za wizytę u lekarza, ale tylko za wizytę. U ludzi przewlekle chorych, bez refundacji leków i możliwosci wykonania bezpłatnego np rezonansu (mimo, że tyle się czeka – to fundusz generuje kolejki poprzez narzucone limity) byłoby to bardzo kosztowne, nie wpominając już o pobycie w szpitalu.
      A co z osobami, które nie pracują? Są bezrobotne? z czego oni mieliby płacić? A ci, którzy nawet pracują, a przepuszczają pieniądze i nagle coś się dzieje? Ty jesteś rozsądny, odkładałbyś co miesiąc, ale nie kazdy postępowałby w ten sposób. A może nawet ktoś by chciał odłozyć, ale ma zajęcia komornicze? To, że potrącają nam z pensji wcale nie oznacza, że te pieniądze idą na „nasze konto”. One ida do „wspólnej puli”, z której korzystają również ci, którzy nie pracują, a potrzebują pomocy lekarskiej.

      System głupi nie jest – jest tylko źle zarządzany. aż źle.

      • No właśnie – i dzięki MOJEJ pracy, pieniądzom, jakie JA zarabiam, bezrobotny, albo pracujący „na czarno” pijak ma darmowe leczenie. I wykorzystuje pieniądze, które mogły by pójść na przykład na rezonans dla mnie – ale niestety nic z tego, więc żeby nie czekać kilka miesięcy dopłacam pięć stów z MOICH własnych kieszeni. Sprawiedliwości za grosz :/.

        • Nie do końca. nie wzięłam pod uwagę naszych dzieci, które niestety nei odprowadzają skłądek. A gdybyś Ty został bez pracy? Są pijaki i ludzie uczciwi.

          • ch yba nie ma znaczenia czy idzie do lekarza dorosły czy dziecko przeważnie jesteśmy dla nich numerkami,fundusze ważne,ale przede wszystkim istotne podejście lekarza do pacjenta i jego kompetencje.jeżeli lekarz dyżurujący nie dostrzega krwiomoczu u pacjenta leżącego na sali pooperacyjnej w cewniku,nie czyta informacji o uczuleniu na leki i je podaje,czy też wypisuje chorego z temperaturą do domu po ciężkiej operacji kardio (na 7 dobę)pozostawiając jego los w rękach rodziny na zasadzie „swoje zrobiliśmy”a powikłania urologiczne to nie nasza działka to chyba coś jest nie takUwaga! znany szpital w dużym miescie dolnośląskim,

          • przykre to co piszesz, jednak niestety takie przypadki nie są odosobnione…

        • Wiesz czemu dopłacasz by nie czekać w kolejce kilka m-cy? Dlatego, że ktoś kretyńsko rozdysponował limity na takie badania w trybie planowym. I zgadzam się z tym, że kazdy w terminie „płaci” składki, a pod koniec roku to nie masz szans na diagnostykę o której piszesz. Przeraża mnie to również, że jeśli już chorowac to na początku roku, i to najlepiej przyszłego.

          • to co mówisz jest straszne, lecz niestety prawdziwe… kurczę, szkoda słów, najlepiej by było nie chorować, pracować a po ukończeniu wieku emerytalnego umrzeć…

        • Pijaki powiadasz?
          Mam 44 lata, pracuję cały czas od momentu ukończenia studiów, zawsze na pełny etat, często na półtora.. Mam białaczkę i lek za 9-12 tysięcy miesięcznie. Refundowany z NFZ. Inaczej już bym umierała, bo na taki wydatek mnie nie stać, nie zarabiam nawet połowy tej kwoty.
          .. i zastanów się, gdybyś nie był objęty ubezpieczeniem, a znalazłbyś się w mojej sytuacji, to co ?.. hmm ?

      • Uważam, że po części i rację ma Tata Szymona i Anka, założenia systemu może i są dobre tylko jak to zwykle bywa w Polsce wszystko ładnie wygląda na papierze, bo już praktyka leży i kwiczy…
        z drugiej strony jaka to jest sprawiedliwość, że ja ciężko pracuję, wszystkie składki odprowadzane są regularnie i przez to, że gro społeczeństwa ma głęboko w czterech literach pracę, lub pracuje na czarmo i pensję otrzymuje w kopercie, nie mam dostać się do lekarza z chorym dzieckiem…
        nistety to wszystko jest chore, cały ten system i nasz kraj…

        • No ale przecież żeby iść sobie do lekarza rodzinnego w przychodni, trzeba mieć ubezpieczenie. Co to za brednie, że za nasze pieniądze leczą się pijacy alby nieubezpieczeni?

          • ktoś może być pijący i mieć ubezpieczenie. A bez ubezpieczenia? Do przychodni cię nie przyjmą, ale w stanie zagrożenia zdrowia do szpitala nikt nie patrzy na ubezpieczenie, bo ma obowiązek ratować zycie i zdrowie.

          • bo taka jest prawda- jeżeli nie stać Cię na leczenie i nie masz dochodu, tzn. nie jesteś ubezpieczony pójdziesz do najbliższego ośrodka pomocy społecznej i dostaniesz decyzję na bezpłatne leczenie ważną na okres trzech miesięcy…

        • Wiesz, tu mi się wydaje, że to byłą „dobra” wola doktóreczki. Nie rozumiem tylko czemu aż tylu pacjentów do siebie zapisała (chodzi ogólnie, nie na jeden dzień).

          • więcej pacjentów , więcej kasy

          • niestety wydaje się, że to chyba prawda – im więcej przyjmie tym więcej zarobi…

          • ~doktórek, :

            dlatego, że takich mam z dziećmi jest więcej. plus babinki chore. jakbym nie zapisał tylu, to by jeszcze dłuższa kolejka była..

          • to jest błędne koło – im więcej zapisze, tym więcej pojawi się dodatkowych pacjentów i i tak lekarz nie będzie mógł przyjąć wszystkich, bo ma za dużo i będą pretensje…

      • warto, zanim się coś napisze, coś dokładnie sprawdzić. te ‚zaoszczędzone’ środki to niewykorzystana kwota na jakieś konkretne leczenie z puli pieniędzy, którą przeznaczono z budżetu tylko i wyłącznie na ten cel. Z NFZ to nie miało nic wspólnego, środki przeznaczało Ministerstwo Zdrowia. Problem polegał nie na oszczędzaniu, a na braku możliwości przesuniecia środków. No i co to za głupi pomysł, żeby z góry zaplanować ilu będzie chorych i ile kasy na daną chorobę przeznaczyć?

    • ~lekarka, :

      Świetnie! Załózmy jesteś znakomicie zarabiającym człowiekiem i miesięcznie odprowadzasz na NFZ składkę wysokości 1 tys zł. Rocznie jest to 12 tys.. Po 15 latach 180 tys. Przez ten cały czas nie szczepisz się, nie korzystasz z badań, nie korzystasz z refundowanych recept, nie miałeś wycinanego wyrostka robaczkowego itd. Zero wydatków. No i staje się nieszczęście – dopada Cie zawał. Pobyt na R-ce, interwencja pogotowia, leczenie zabiegowe, leki refundowane. I…. rachunek znacznie, znacznie przewyższający 180 tys. I co potem?

    • Ja tak wlasnie robie – zaoszczedzilam juz dziesiatki tysiacy euro. Od dziesieciu lat nie zaplacilam ani centa na ubezpieczenie, jakby co, to ide prywatnie – raz na rok ginekolog i dwa razy na rok dentysta – koszt 200-300zl rocznie w polskiej prywatnej przychodni. Mozna? Mozna!

      • ~lekarka, :

        Można dopóki sąto bezdety typu infekcja, , leczenie stomatologiczne czy ginekolog profilaktycznie. Gorzej gdy trafi się leczenie onkologiczne, operacje serca . Ruina finansowa murowana albo….człowiek nie jest leczony.

    • mąż się wczoraj wkur.ił na maksa i chciał już Małą przenosić, tylko doszliśmy do wniosku po rozmowach, że do diaski wszędzie u nas tak jest…
      a wyprowadzki za granicę nie planujemy ;)

      • Wiesz właśnie u Nas nie wszędzie.
        ale dojeżdżam 30km w jedną stronę. a to dużo.
        ale ogólnie warto
        Mam nadzieję, że Hanusia lepiej sie czuje :(

        • stan Hanusi jest bez zmian – najważniejsze, że nie gorączkuje i ma apetyt, tylko dzięi temu nie byłam z nią jeszcze na pogotowiu… wizyta umówiona na piątek, bo kaszel dalej mnie martwi…

  3. szkoda słów.. wszędzie robią z ludźmi co chcą..
    może faktycznie powinno się zapisywać z miesiąca na miesiąc, może kiedyś termin się przyda – porażka
    najlepiej byłoby nie chorować i nie prosić się nikogo o nic..

  4. bo w naszym kochanym kraju to sobie wszystko trzeba zaplanować, nawet chorobę, czy to dorosły czy to dziecko, kiedy ja byłam chora również dostałam informację „nie ma miejsc – pytać” i gdyby nie to, że przyjmował znajomy lekarz musiałabym wziąć urlop bo do pracy się nie nadwałam a zwolnienia L4 niet, absurdy polskiej służby zdrowia a NFZ to cholerni złodzieje

  5. Niestety, tak jest w tym kraju. Ja w takiej sytuacji byłam raz. Spytałam się więc takiej pani doktor czy w takim razie odpowiada za stan zdrowia i życie mojego dziecka jeśli nie daj Pan się jej bardzo pogorszy… Od razu mnie przyjęła bez gadania. Wizyta nie trwała więcej niż trzy minuty, i było wiadomo, że jakby nas nie przyjęła i nie wypisała antybiotyku to z małą na bank wylądowałabym w szpitalu, gdyż gardło jej było baaardzo spuchnięte. To długa historia. Trzy dni wcześniej kazała obserwować i twierdziła, że jestem przewrażliwiona samym katarkiem i malutkim kaszelkiem…

    • po południu rozmawiałam z Mamą,która pytała czy przyjmą bez numerku to pewnie odpowiadam, że przecież nie odeślą chorego dziecka, bo kto by wziął za to odpowiedzialność, gdyby się coś stało…
      hm wieczorem zdziwienie sięgnęło zenitu…
      brak mi słów po prostu…

  6. a ja złego słowa nie powiem jeśli chodzi o „moją” pediatrę i „moją” przychodnię – nie odchodzę z kwitkiem…uffff tylko czasami brak numerków i faktycznie trzeba wejść między numerkami, no ale…najważniejsze, że są przyjęte.

    • ja do tej pory również byłam zadowolna ze „współpracy” z przychodnią… do tej pory…

      • oj, czyli zawsze może nadejść TEN dzień ….ech….

        ale ja mam tylko dobre zdanie o „swojej” przychodni – :D

  7. Właśnie dlatego nie znoszę chodzić do lekarzy, a w dzieciństwie wiele wysiedziałam się w kolejkach.

    • kolejki to już odrębna historia, niby człowiek ma numerek i konkretną godzinę… niby ma a i tak czeka…

  8. Jeżeli ktoś chodzi prywatnie to wtedy jest obsługiwany z uśmiechem na ustach. Jeśli idzie na NFZ to jest traktowany jak śmieć.
    Ja miałem w pracy taką sytuację, że miałem starszą, schorowaną klientkę, która nie mogła podejść do przychodni. Pielęgniarka środowiskowa prosiła lekarza o wizytę domową. Nie zareagował. Ja napisałem do niego oficjalne pismo o zainteresowanie swoją pacjentką. Ani nie odpisał ani nic, zupełnie miał w dupie. Pewnie by poszedł gdyby wiedział, że pacjentka jest bogata i da mu dużo w łapę.

    • niestety to co piszesz to jest szara smutna rzeczywistość, kiedyś koleżanka próbowała wezwać lekarza do ciężko chorego klienta, który nie mógł dojechać do przychodni, to szanowny pan lekarz powiedział, że go najpierw trzeba umyć i przygotować jeżeli on ma przyjechać…
      w innym przypadku – we wrześniu- lekarka stwierdziła, że nie będzie narażać swojego zdrowia i życia dla klienta i w takich warunkach atmosferycznych jechać do niego nie będzie…

    • a jakże dbają o… pracę dla swoich kolegów psychologów i psychiatrów ;) bo przy kilku takich akcjach wizyta u nich murowana ;)

  9. Warto w takich sytuacjach zamienić się w muła, do którego nie dociera słowo „nie”. A jeśli mimo tego odmówią przyjęcia to przede wszystkim napisać skargę do NFZ opisując dokładnie sytuację. Pismo oczywiście wysłać listem poleconym. Acha i koniecznie sprawdzajcie co Wam potem wpisała placówka do ZIP. Zdarza się, że wasze konto obciążane jest kosztami nie wykonanego leczenia czy zabiegu.

    • ostatnio usłyszałam o przypadku operacji, która nie miała miejsca, pacjent był mocno zdziwiony, że on okaz zdrowia a według systemu choruje…
      a nie upierałam się mocno, bo zdaję sobie sprawę, że córka będzie leczona w tej przychodni dalej, a nie chcę kwasów…

  10. ~jeszcze zdrowa, :

    mam ochotę skargę na NFZ napisać tylko do kogo do tuska czy od razu do trybunału w strasburgu o szkodzenie zdrowiu człowieka ? ja naprawdę się nad tym zastanwiam bo chodząc z córką i moją mamą do lekarzy już na słowo wizyta dostaję torsji na samą myśl – nawet chodząc prywatnie na ma szans czy lekarz jest naprawdę specjalistą czy nabijaczem kasy ;-) po hłej nam taka służba zdrowia???? to samo mnie spotykało nie raz – do cholery czy można zaplanować chorobę ? NFZ tak sądzi? ciekawe jak oni się leczy? gdyby policzyć zabrane nam pieniądze na składki to byśmy z pocałowaniem ręki mogli leczyć się bez łachy prywatnie – a co mają powiedzieć Ci których nie stać na prywatnego lekarza???? szkoda słów ! NFZ powinien być rozwiązany i tyle

    • takich osób myślących jak Ty i ja jest mam wrażenie mnóstwo… chorobę trzeba zaplanować i na wizytę najlepiej umówić się z miesiąc szybciej…

  11. ~`lekarka, :

    Lekarz też człowiek. Banalne? Nie – prawdziwe.
    Mam dwoje dzieci, które wymagają zajęcia się nimi tak jak dzieci prawników, nauczycieli, bankowców, krawcowych.
    Mam męża, który pracuje na 1,5 etatu i dyżuruje więc niewiele może mi pomóc.
    Mam starszych rodziców, którym w pewnych sprawach muszę pomóc.
    Mam dom, o który trzeba zadbać, coś kupić coś ugotować.
    Mam też fanaberie- czasem muszę iść do dentysty, czasem do ginekologa, a czasem o zgrozo do fryzjera, kosmetyczki.
    Czasem chcę: poczytać- w tym również literaturę fachową, iść do kina spotkac się z przyjaciółmi.
    Tak jak każdy człowiek śpię, myję się, jem i korzystam z toalety.
    Dojeżdżam do pracy.
    Doba ma 24 godziny. Staram zawsze być punktualnie, a jesli się spóźniam oddaję pacjentom ten czas. Nierzadko zostaję dłużej w pracy, ale NIE MOGĘ przyjąć wszystkich pacjentów. Gdybym to robiła musiałabym poswięcić im cały prywatny czas. Skończyłam medycynę a nie szkołe dla świętych. Lubię swoją prace i staram się ją wykonywać najlepiej jak umiem, ale jest granica.
    Tak samo grzecznie zachowuję się wobec pacjentów szpitalnych, przychodnianych i prywatno-gabinetowych.
    P.S. Honorarium 50 złotych- nie! Moja stawka jest znacznie wyższa.

    • jeżeli przeczytałaś mój wpis to pewnie doczytałaś, że rozumiem, że lekarz ma prawo do swojego życia prywatnego…
      bardziej chodzi mi o to, że system powinien mieć inne rozwiązanie – nie wiem zatrudnić więcej lekarzy… bo szczerze to człowiek jest między młotem a kowadłem – rodzinny nie przyjmie bo nie ma już miejsc a pogotowie nie przyjmie gdy stan nie zagraża życiu…

      • ~lekarka, :

        Tak, tak…tylko trudno przewidzieć ile osób zachoruje. Nie ma rejonów i trudno odgadnąć ilu pacjentów będzie w danej przychodni. System jest niedoskonały. Wszyscy płacimy składki tylko….zapominamy, ze w przypadku ciężkiej choroby ( np.operacja kardiochirurgiczna, neurochirurgiczna, leczenie onkologiczne czy skomplikowane ortopedyczne) pochłania się skłądki nie jednej osoby a kilkunastu w skali całego życia. Przeogromne sumy.
        Oburzasz się jako matka, że dziecko nie zostało przyjęte przez lekarza POZ, no, ale ktos musiał by wykonac tę pracę. Kiedy- skoro przyznajesz, że lekarz ma prawo do prywatnego życia? Są słuzby dyżurne- choćby NOL-e i są gabinety prywatne. Sama jako lekarz prywatnie leczę zęby, prywatnie odwiedzam ginekologa, prywatnie chodzę do okulisty- bo nie chcę czekać.

        • jako matka zawsze będę się oburzać gdy coś niedobrego będzie dotyczyć mego dziecka! zawsze! i mam do tego prawo!
          a gdybym miała pieniądze to leczyłabym się wszędzie prywatnie, no ale niestety ich nie mam… więc wymagam od publicznej służby zdrowia godnego traktowania pacjenta, nie tylko tego prywatnego, który wyłoży pieniążki na stół… no ale są lekarze i lekarze….

          • ~lekarka, :

            To może inaczej – pracujesz w opiece społecznej. Ja jako podatnik, obywatel zawsze będę się oburzała gdy ktos jest głodny. I mam do tego prawo! Nie tak dawno stoczyłam bój, bo pani z opieki społecznej uznała, że niepijącemu – od 4 lat- alkoholikowi, nie mającego żadnego dochodu, nie należą się świadczenia. Niech sobie radzi i szuka pracy. A, że wiek ( 50+), wykształcenie mizerne i zdrowie nieszczególne więc o pracę trudno, ale co tam…..
            Wiem, że pani musi trzymać się procedur i nie wyjmie stosownej kwoty z portfela, zeby nakarmić głodnego. Podobnie lekarz z przychodni – też ma swoje procedury i standardy, też ma swoje życie rodzinne i dzieci, też ma pozaprzychodniane obowiązki.

          • Jeżeli współpracuje Pani z OPS to wie pani, że to nie opieka a pomoc społeczna i dodam, że to różnica nie tylko w nazewnictwie…
            przypadek opisany przez Panią odnośnie alkoholika i pani z „opieki” nie przeczę, że nieprawdziwy lecz mało prawdopodobny… każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie i trudno mi uwierzyć, że odmówiono pomocy mężczyźnie tej pomocy potrzebującemu…
            ma Pani rację, że musimy się trzymać procedur i przepisów i to jest bezsprzeczne, jednak jak już napisałam kilkukrotnie pretensje mam do źle zarządzonego systemu nie do samych ludzi, czy to lekarzy czy innych urzędników…

  12. A ja miałam taką sytuację, że skarżyła mi się w przychodni Pani (pacjentka) że lekarka już drugi raz mimo że powinna pracować do 18 wychodzi sobie 1,5 godz. wcześniej mimo że ma pacjentów!!! Pacjentka była zapisana na 17, ale gdy dotarła do przychodni Pani dr już nie było i tak dwa razy z rzędu!!! Ja się pytam, na co idą w takim razie nasze składki? Jak już cudem nam się uda zdobyć numerek to lekarz mimo że ma przyjmować pacjentów 5 godz. to przyjmuje ich 3,5! Przecież to praca jak każda inna, a w którym zakładzie, kancelarii czy urzędzie ludzie sobie wychodzą o której chcą?

    • sytuacja faktycznie dziwna i bulwerusjąca… u nas jeszcze się tak nie zdarzyło, aby lekarz wyszedł przed czasem, pewnie dlatego, że wiecznie kolejki są i by mu ludzie nie pozwolili ;)

  13. sa jeszcze przychodnie dyżurne i szpitale dzieciece które MUSZĄ przyjac… jak jest bardzo źle to tam sie jedzie, a jak to tylko katar… to sorry ale po co lekarz?

    • jeżeli byłby to tylko katar to nie fatygowałabym lekarza, to rzecz jasna i zrozumiała dla każdego. Jeżeli przeczytałabyś cały wpis ze zrozumieniem to widać, że to nie tylko katar i że bardziej chodzi mi o wieczny brak numerków do zarejestrowania się do lekarza…
      a odnośnie szpitali – to nie wiem czy byłaś kiedyś w potrzebie i skorzystałaś z ich usług – ja miałam tą „przyjemność” dwukrotnie pojechać z dzieckiem na pogotowie – na dzień dobry opieprz dlaczego nie byłam u rodzinnego i próba odesłania, nie mówiąc jak wyglądała dalsza „obsługa”… poniżej każdego poziomu…

  14. Kiedy moja matka lub syn jest chory dzwonie do przychodni, nieodmiennie slysze, ze nie ma numerkow. Jednak jesli sytuacja jest naprawde pilna nie odchodze z kwitkiem. To przykre ale jezeli juz trafimy na taka przychodnie trzeba umiec walczyc o swoje. Jeszcze sie nie zdarzylo zebym nie wycisnela z nich numerku. Nie maja prawa odmowic i mnie to absolutnie nie interesuje. Jak przez telefon sie nie da, jade osobiscie i nie odejde poki sprawy nie zalatwie. Ludzie z reguly odpuszczaja, nie maja sily, nerwowo, zdrowia. Czesto starsi lub chorzy. To oczywiscie patologia, ale to nie znaczy, ze mamy sie z tym godzic i ustepowac. Lekarz pierwszego kontaktu olewa swoja praca? A skad jego przelozeni maja o tym wiedziec? Trzeba napisac skarge. Jesli wszyscy by tak postepowali, to oni bardziej szanowaliby swoja prace i pacjentow. W przychodni mojej mamy pacjenci pisali takie skargi i….teraz jest inny lekarz. Zamiast narzekac, trzeba reagowac i dzialac. Dodam, ze w mojej przychodni nigdy problemu nie ma. A co do wplat na zus….coz, boli mnie strasznie jak co miesiac place tysiac zlotych, a na wizyte u kardio musze czekac…ROK. Ale…ale gdybym odkladala sama, to nawet z pensji powyzej sredniej krajowej nie odlozylabym na leczenie powaznych schorzen. Mam cukrzyce, nadcisnienie, astme i chore stawy. Niedlugo czekaja mnie 4 operacje ( nadgarstki i lokcie), w dalszej przyszlosci kolana. Dodajmy do tego rtg, rezonansy, leki, pobyty w szpitalu. A gdyby stalo sie cos gorszego? Zabiegi idace w dziesiatki tysiecy? Sam czlowiek z pensji nie dalby rady. Zgadzam sie ze system jest wiecej, niz niedoskonaly. skladki sa za duze, balagan koszmarny, jest do naprawy, ale nie do likwidacji.

    • „Zgadzam sie ze system jest wiecej, niz niedoskonaly. skladki sa za duze, balagan koszmarny, jest do naprawy, ale nie do likwidacji” – bardzo dobrze napisane… być może na papierze w kwestiach teoretetycznych wszystko ładnie wygląda… ale tylko tam…
      ja odeszłam z kwitkiem tylko dlatego, że naprawdę rozumiem, że lekarz ma prawo do swojego życia a moja Córka nie była na tyle poważnie chora bo pewnie z przychodni poszłabym na pogotowie…

  15. Nie rozumiem po co Pani ciagneła dziecko do przychodni w której sa zarazki i inne patogeny skoro dziecku było lepiej miało apetyt.Zupełnie bezsensowna wizyta i tak własnie rodza sie kolejki po lekarzach!!! z głupoty ludzkiej!!zwykła wirusowa choroba i tyle,po co robic afere,a składki na NFZ w tym kraju są za przeproszeniem gówniane,na zachodzie na wizyte do lekarza czeka sie 5razy dłuzej niz w tym kraju i ludzie nauczyli sie nie chodzic z pierdołami jak tu!!!!

    • Pani Anno jeżeli Pani się tak strasznie ten zachód podoba to droga wolna – nikt tu na siłę nie trzyma… nie będę poddawać dyskusji choroby mojego dziecka ani moich poczynań w tym kierunku… lekarz jest od leczenia ja jestem pacjentką, pracującą i mam prawo wymagać aby moje dziecko zostało zbadane… i tyle w temacie…

  16. ~lekarka, :

    Szanujmy się nawzajem.
    Jeżeli ja przychodzę do pracy czysta i pachnąca, chciałabym ,żeby pacjenci również byli wymyci…….póki co,okno cały czas mam otwarte.
    Jeżeli przyjmuję co 10 min pacjenta, bo tak muszę , jak w fabryce na taśmie(przerwy na sikanie i zjedzenie kanapki nie są przwidziane) a pracuję 7, 35 to przy 45 pacjencie mylą mi się już dawki leków.Każdy człowiek ma swoją wydolność fizyczną, intelektualną i emocjonalną. Dziwi was to?
    Sorry, ale gorączka jest fizjologią i po po dobie z goraczką się nie umiera.Większość infekcji to wirusówki,samoograniczjące się. W Holandii nawet anginy nie leczą antybiotykiem.
    Jeśli dajesz kasę dla kelnera- to napiwek, dla księdza-ofiara, dla lekarza-łapówka.
    Zawód lekarza zrozumie tylko ktoś kto odbywa dziennie ok 50 spotkań z drugim człowiekiem.
    I żeby nie było.. lubię swoją pracę i swoich wychowanych pacjentów, umytych, którzy wiedzą ,że mogą poczekać 3 doby z gorączkującym dzieckiem, którzy rozumieją,że ja też mogę byc zmęczona i muszę zająć się swoimi dziećmi ,które też chorują i chcą ,żeby mama utuliła do snu.

    • ~`lekarka, :

      100/100! Jeżeli lekarz w pierwszej dobie gorączki, gdzie nie ma żadnych innych objawów nie postawi rozpoznania to kim jest? ko-no-wa-łem.
      Jeżeli za poradę w prywatnym gabinecie inkasuje honorarium to jest nikim innym jak ła-po-wni-kiem.
      A juz psy mozna na nas wieszać gdy:
      - nie przyjmiemy kolejnego pacjenta, bo zakończyliśmy pracę
      - mamy jakiekolwiek życie prywatne w prywatnym czasie
      - jesteśmy nieobecni z powodu urlopu wypoczynkowego.
      Mamy natomiast :
      - być jasnowidzami
      - wiedzieć co to są małe czerwone pigułki
      - nie mieć zmysłu powonienia
      - nie mieć ani chwili przerwy na zjedzenie kanapki czy wyjście do toalety
      - mieć podzielną uwagę.
      Obrazek z wczoraj. Mąz bada pacjentkę. Do gabinetu wchodzi facet. Mąż grzecznie „badam chorą”- facet siada za biurkiem i oświadcza „ja też jestem chory”.

      • wpis mój dotyczył złego rozwiązania systemu naszego państwa… nie był atakiem na kompetencje lekarzy…
        my pacjenci nie wymagamy dużo – chcemy po prostu być przyjęci, zrozumieni i uzyskać poradę w potrzebie…

    • Bardzo ładnie napisałaś – szanujmy się.
      Jestem pracownikiem socjalnym, więc wiesz czym się zajmuję i z kim pracuję…
      wpisu chyba nie przeczytałaś ze zrozumieniem, bo nie piszę, że dziecko gorączkowało jeden dzień…
      nie mam pretensji, że lekarz ma dużo zajęć – ma ich jak każdy, kto pracuje, dla mnie złe jest rozwiązanie naszego systemu opieki zdrowotnej…
      a tekst odnośnie kasy dla poszczególnych grup zawodowych i łapówek pozostawię bez odpowiedzi…

  17. Jako matka dwójki małych dzieci jestem przekonana, że powinno istnieć PRAWO, nakazujące lekarzowi/przychodni/karetce pogotowia przyjąć każdego pacjenta poniżej lat 15. Ileż już dzieci w naszym kraju umarło, bo lekarze (albo „wszechmogące panie dyspozytorki”) odsyłali je z kwitkiem, psiocząc na „histeryzujących rodziców”? I ile jeszcze musi umrzeć, aby to się zmieniło? Kiedy mój cioteczny brat miał jakieś 12 lat, o mało nie umarł (i znalazł się na OIOM-ie), ponieważ kolejni lekarze twierdzili, że „symuluje” albo ma „nerwicę szkolną”. W rzeczywistości miał rozlany wyrostek robaczkowy i zapalenie otrzewnej… Wniosek: jeśli chodzi o dzieci, NIGDY za wiele ostrożności.

    Inna rzecz, że NFZ-owi nigdy „nie starcza” pieniędzy na leczenie pacjentów z naszych składek, bo najpierw musi opędzić ważniejsze wydatki – okazałe biura, wysokie pensje dla armii urzędników, którzy zresztą dublują inną armię urzędników, tę, która siedzi w Ministerstwie Zdrowia – i też MUSI mieć piękne biura, sekretarki i (nie)przyzwoite pensje. Leczenie pacjentów jest dopiero na ostatnim miejscu tej długiej listy wydatków. Nawet gdyby tę składkę podnieść jeszcze 10 razy, i tak by nie wystarczyło na to wszystko.

    Przykład: mój mąż dostał skierowanie od lekarza „pierwszego kontaktu” na prześwietlenie. Wziął nawet sobie na ten cel zwolnienie z pracy. Nic to. W szpitalu zapisano go i tak dopiero na „pierwszy wolny termin”, tj. na 7 grudnia. Strach pomyśleć, co by było, gdyby rzeczywiście było to coś poważnego.

    Często myślę, że najlepiej by było cały ten NFZ rozpędzić na cztery wiatry, jego kompetencje przekazać do Ministerstwa Zdrowia, połowę składki zdrowotnej przekazywać tam na cele finansowania „terapii wysokospecjalistycznych” (np. tych za granicą) – a resztę oddać do rąk samych obywateli, np. w formie jakichś „bonów medycznych”, do wykorzystania wyłącznie na leczenie. Jestem pewna, że np. moja mama, która Bogu dzięki, cieszy się dobrym zdrowiem, i w szpitalu była tylko przy okazji trzech porodów – nigdy nie zdołałaby wykorzystać wszystkich swoich składek…

    • jako matka rozumiesz co czułam gdy zostałam odprawiona z kwitkiem…
      sama nie jestem w stanie pojąć jak można odesłać malutkie dziecko, przecież ono ci nie powie co go boli czy dolega…
      chory ten system… chory ten kraj…

      • ~Justyna, :

        Mieszkam w Holandii. Tutaj nikt nie przyjmie dodatkowo. Na wizytę u lekarza domowego trzeba zapisać się z 2-3 dniowym wyprzedzeniem. Natomiast jest tak, że jeśli ma się grypę itp. to nie trzeba iść do lekarza Można zostać w domu bez zwolnienia, papierek nie jest potrzebny, ale lekarz może przyjść do domu i sprawdzić. Dopiero jeśli po 3 dniach nie przechodzi wtedy zapiszą na wizytę, nawet z dziećmi tak jest. Tutaj niestety liczą każde euro – jeśli coś nie jest konieczne to tego nie robią.
        Ja sama kilka razy była odesłana z kwitkiem – już przez telefon recepjonistka mówi, że dopiero przyjść jeśli dziecko poważnie chore dłużej niż 3 dni. Teraz już nawet nie próbuję. Trzeba samemu leczyć.

        • niestety Polacy są w niestety nieuczciwi i podejrzewam, że byłyby nagminnie wykorzystywane usprawiedliwienia na grypę… niestety jeszcze do tego nie dorośliśmy jako społeczeństwo…
          a wydaje mi się, że w Polsce niestety nie liczą każdej złotówki, bo słysząc o tych wszystkich premiach nie wiadomo za co na górnych szczeblach… to wtedy dla szaraczka nie zostaje nic…

    • ~doktórek, :

      Alba, feler taki, że lekarz by nie wyszedł z pracy. zawsze jakiś 12-to latek choruje. i jedzie.
      nie można nakazać
      nie przyjmuje przychodnia(budynek), karetka(samochód), tylko człowiek. ma pewna wydolnośc. i też chce do swoich małych dzieci
      dwa-jakby karetka jechała do kazdego gorączkującego dzeicka – a jest np. jedna czy dwie w powiecie) – wizyta karetki (wyjazd, przyjazd, badanie – minimum pól godz. czyli góra 50 wyjazdów na dobę. a chorych dzieci w powiecie liczacym 50.000 jest dużo więcej. bo żadna matka by nie poszła do przychodni, czy NOL jak może zamówić sobie karetke do domu. a poważniejsze stany? kto i kiedy ma jeździć?

      NFZtowi starcza. tylko, celem NFZtu nie jest dać pieniądze na leczenie. celem jest zaoszczędzić.
      mozna to zrobić na 2 sposoby. Limit. albo znaleśc uchybienie i dać karę. ten drugi sposób lepszy, bo pacjent leczony, nie trzeba za to płacić, i jeszcze lekarz ma dopłacić

      system centralny (czyli kompetencje dla ministerstwa) nic nie zmieni. bo ministerstwo bedzie musiało zatrudnić rzeszę ludzi, którzy to obrobią. czyli zwolnią ich z nzf, a zatrudnią w ministerstwie? stworza oddziały ministerstwa w województwach? bo chyba sobie nie wyobrazasz, że Bartus nasz Arłukowicz będzie decydował o wysokosci kotraktu dla poradni gdzieś na wschodnich rubieżach czy małego NZOZu w stolicy, oddziału zakaźnego w szpitalu powiatowym nad morzzem i kliniki kardiologii w Aninie? nie obrobi tego

      • ~lekarka, :

        Ludzie nie są wstanie zrozumieć, że my też mamy jakąś wydajność i zycie rodzinne. Moje dzieci jako ostatnie były odbierane z przedszkola, bo zawsze jakiś pacjent i coś ekstra. Po 10 latach się zbuntowałam – mam godziny pracy. Pracuję w szpitalu, raz w tygodniu w poradni NFZ i w prywatnym gabinecie, dyżuruję. Sporo tego. Jednak jak w sobote o 21.00 nie ma mnie w szpitalu to zdziwienie —— gdzie jest dr B? Nie ma je, jak to. A urlop- mam jako adiunkt 6 tygodni, atem wykorzystuję zwykle 3 i znów wielkie zdziwienie – jak to dr B na urlopie? To niemożliwe.

        • powtórzę się po raz kolejny – wpis, gdyby szanowni Państwo przeczytali ze zrozumieniem nie był atakiem na kompetencje lekarzy… szanuję ich pracę i rozumiem, że mają własne życie rodzinne…
          był ukazaniem absurdu systemu zdrowotnego…
          pozdrawiam wszystkich, którzy poczuli się w pewien sposób urażeni :)
          wytchnienia i zrozumienia od pacjentów życzę ;)

  18. Ponarzekać dobra rzecz, nawet się zgodzę. Mając codziennie styczność z pacjentami mam dni, że doprowadzają mnie do szału, bo ‚wszystko im się należy’, ‚bo oni opłacają składki’, bo oni po prostu nie muszą rozumieć. Ba! Nawet nie starają. Nie mierzmy wszystkich jednych miarą, są też Ci przesympatyczni dla których człowiek z przyjemnością zatrzyma się biegnąc przez korytarz i zapyta czy już lepiej.
    Nasz NFZ nie jest tragiczny, to ludzie w dużej mierze nie dorośli do korzystania z jego usług. Przychodnia to nie sklep, a lekarz to nie sprzedawca, żeby wszystko było natychmiast. Wizyta czasami trwa 5 minut, bo naprawdę na więcej nie ma czasu. Aha! Proszę przy okazji pamiętać, że poza przyjmowaniem pacjentów lekarze mają mnóstwo biurokracji, którą często muszą uzupełniać mocno po godzinach pracy.
    Zgodzę się, zdarzają się lekarze, którym daleko do ideału i najchętniej podłożyłoby im się nogę na korytarzu, ale na Boga, nie wszyscy są tacy sami!
    Dla tych, którzy są niedoinformowani, pacjenta w trybie pilnym nie wolno odesłać! A jeśli znajdzie się taki lekarz, który będzie próbował, zgódźcie się, ale poproście też o taką decyzję na piśmie. Przyjmie od razu, ot tak, dla świętego spokoju.
    Pozdrawiam

    • ale co dla lekarza znaczy tryb pilny? nie dziwmy się ludziom, że gdy są chorzy chcą być przyjęci i uzyskać poradę…
      nie rozumiem dlaczego nie dorośliśmy do korzystania z usług NFZ, według mnie szarego przeciętnego Polaka, to nasz system i NFZ nie dorósł aby nam świadczyć usługi…

      • Tryb pilny to tryb, które realnie zagraża zdrowiu lub życiu pacjenta. Na pewno nie rwa kulszowa, która fakt, jest bardzo bolesna, ale jest też efekt wieloletnich zaniedbań.

        • w trybie zagrażającym życiu to wydaje mi się, że każdy lekarz przyjmie, ale czy lekarz da gwarancję, że ten przeciągający się kaszel, katar i dziecko lejące się przez ręce może poczekać trzy dni na wolny termin i czy da gwarancję, że dziecku nic się nie stanie…
          mało to już było tragicznych przypadków?…

  19. ~`lekarka, :

    Potwierdzam. Kolejny „kwiatek” .Dyżur w Izbie Przyjęć. Godzina 4.00. Własnie przyjęłam n-tego pacjenta, coś tam piszę i piję kolejną herbatę. Zgłasza się kolejna pacjentka z bólem brzucha. Pytam od kiedy. Pacjentka odpowiada, że od ….2 lat. Pytam czy teraz boli bardziej/inaczej co jest przyczyną zgłoszenia sie do szpitala w nocy. Pacjentka odpowiada, że nie może dostać się do lekarza rodzinnego, ale w ręku dzierży dokumentację. Proszę by ją pokazała. W kopercie plik niezrealizowanych recept z róznymi datami. W ciągu ostatniego miesiąca odwiedziła lekarza rodzinnego….7 razy, nie wykupiła leków, nie zrobiła zaordynowanych badań. I wymyśliła , ze najlepiej w szpitalu w nocy

    • zgadzam się, że są również tak skrajne przypadki jak ten opisany przez Ciebie, i nie dziwię się bezsilności i złości na takiego pacjenta… w takim wypadku ręce opadają…

  20. Przecież sama rozmowa z lekarzem leczy, to po co realizować jego zalecenia?
    Pacjenci zapominają jak wielką cierpliwością musi cechować się pacjent.

    • trochę to dziwne co piszesz, wydaje mi się, że po to idzie się do lekarza aby zrealizować jego zalecenia, a cierpliwością powinny cechować się obie stronny – i pacjent i lekarz ;)

  21. Z tego co wiem lekarz pediatra i internista ma obowiązek przyjąć chorego. NIkt Ci łaski nie robi. Ja rozumiem, ze lekarze się burzą, ale macie określoną liczbę pacjentów- oni nie przychodzą cały czas. W okresach wiosenno jesiennych pacjentów jest za duzo a latem prawie wcale. To jak z nauczycielami najwięcej pracy mają we wrzesniu, grudniu, styczniu i czerwcu lub w okresie matur. Za to mają duzo wolnego przynajmniej teoretycznie tak to widzi społeczeństwo. W Niemczech lekarz pierwszego kontaktu przyjedzie nawet w nocy, bo ma taki obowiązek a tym bardziej pediatra. U nas wszystko na głowie, bo lekarz rodzinny to osobno internista i osobno pediatra i przyjmują TYLKO okreslona liczbę pacjentów lub jak im pasuje w okreslonych godzinach. Mamy chory system, bo moim zdaniem lekarz powinien być faktycznie rodzinny a nie dostępny na numerki czy godziny.

    • ~lekarka, :

      Lekarz tak jak każdy inny człowiek ma życie rodzinne. Ma dzieci, które nie mogą zamieszkać w przedszkolu dlatego, że mama w okresie jesienno-zimowych infekcji kończy pracę o 23.00 i jeszcze jeździ w nocy do gorączek. Ma określoną wydajność i po przyjęciu 50 pacjenta jest tak zmęczony, że niebezpieczny. Ma w końcu prawo do odpoczynku, spokojnego zjedzenia kolacji i pójścia do kina.
      Podstawowa opieka zdrowotna w NIemczech działa na innej zasadzie i… za inne pieniądze.
      A krytukującym radziłabym 1 dzień popracować w przychodni w czasie jesiennych infekcji i popatrzeć jak się przyjmuje 30 pacjentów, chodzi na wizyty domowe, wypisuje setki recept ( z odpowiedzialnością prawną i finansową), uzupełnia dokumentację, wysłuchuje żalów i awantur. Zapraszam.

    • Tak bo lekarz to niewolnik co musi ….nic nie musi
      i kto ma oceniac czy ten ktos jest naprawde chory czy udaje czy mu sie wydaje ?
      ja na 50 osób przyjmowanych w 3godz może 10 jest chorych a reszta to problemy zycia codziennego z rodziną pracą kasą zussem itp i załatwianie swoich spraw rękami lekarza.Nie jest prawdą ze tylko zimą i jesienią jest dużo pracy dla lekarza POZ.Nie ma znaczących różnic ,a skoro tak miałoby być to pozamykajmy przychodnie od kwietnia do września .Wszak ludzie tylko na przeziębienia chorują przecież w swoim życiu
      co za bzdury

  22. ” Co miesiąc złodzieje kradną mi na ten śmieszny N F Z ciężkie pieniadze a jak mi …… ”
    Przepraszam a kogo Pani nazywa złodziejami ?
    Śmieszny NFZ bo i pieniądze, które „kradną” są śmieszne !
    Proponuję w pierwszej kolejności sprawdzić dokładnie ile miesięcznie z Pani zarobków jest odprowadzane na świadczenia zdrowotne oraz ile z tej kwoty jest przekazywane do POZ. I jeszcze jedno – kto zgłosił do ubezpieczenia dziecko/ dzieci do ubezpieczenia? Bo z tej jednej składki wszystkie osoby zgłoszone są ubezpieczone. Ot taki śmiesznie jest z tymi wielkimi a po prawdzie bardzo malutkimi składkami na zdrowie.

    • z moich zarobków jest odprowadzana odpowiednia kwota, aby lekarz mógł przyjąć moje dziecko w przychodni…
      pracuję i ja i mąż i mamy jedno dziecko, nie chorujemy i dlatego jeżeli raz od święta chcę pójść do przychodni to oczekuję, że zostanę przyjęta…
      ale w sumie w naszym pięknym kraju nie opłaca się pracować, warto oszukiwać na każdym kroku łącznie z zarobkami wtedy wszystko jest w porządku…

      • ~lekarka, :

        Dziś nie chorujecie i oby tak dalej, jednak może się zdarzyć nieszczęście np. leczenie onkologiczne i wtedy składki Twoje i Twojego męża nie wystarczą. Rodziłaś? Także za pieniądze ze składek. Recepty refundowane realizujesz w aptece? Też dopłaca się z pieniędzy ze składek. Nie jest to już takie jednoznaczne.

        • szczerze to zastanawiam się do czego próbujesz dążyć – chcesz mnie przekonać, że mam się zacząć leczyć prywatnie? nie stać mnie na to, dlatego liczę na publiczną służbę zdrowia… zdaję sobie sprawę, że lekarze są zmęczeni, pacjentów jest mnóstwo a roboty jeszcze więcej, jednak nie zmienia to faktu, że chciałabym mieć tą świadomość, że w razie potrzeby mogę pójść do rodzinnego po poradę i ją uzyskam…
          nie mówię o specjalistach, bo tam dostać się jest nierealne, np. do ortopedy mąż musiał pójść prywatnie bo takie są terminy, że szkoda gadać…

  23. ~doktórek, :

    i pomału wychodzi, że w Polsce jest za mało lekarzy. jest ciut więcej, niż w Bułgarii, Rumunii. dużo mniej niż w Czechach, na Słowacji. Kilka razy mniej niż w na zachodzie Europy.
    a sporo lekarzy pracuje na ponad 1 etacie
    np. w szpiatalu – przykład z siebie. 1 etat normalinie, plus 2 dyżury po 16 godz, plus 2x po południu poradnia po 3 godz, plus 1x gabinet prywatny po 5-6 godz. co da razem 37,5+32+6+6= ok. 82 godz. Ponad 2 etaty
    wyobraźcie sobie, jakby każdy lekarz zaczął pracować na 1 etacie.
    zniknąłby problem numerków
    po prostu zniknąła by co druga poradnia-czy specjalistyczna, czy POZ. Nie ma poradni – nie ma numerków-nie ma problemu

    ktoś napisał, musi przyjąć.
    nie musi. musi jedynie (w świetla przepisów Narodowej Fikcji Zdrowia) przyjąc 3-4 pacjentów na godzinę (porady są 15-20 min, zależy jaka specjalizacja). czyli 24 osoby w ciągu 8 godz. pracy. zgadnijcie, ile osób przyjmę w ciągu tych 3 godz w poradni…. jakbym ich nie przyjął, tylko te 12 – jaka by była kolejka…

    z kolei przyjmując więcej niż limit, narażam się na karę – bo jak przyjdzie kontrolel z nfz i stwierdzi, że nie miałem prawa tyle osób przyjąć – złamałem przepisy – ergo-kara

    pisze ktoś – więcej pacjentów, więcej kasy
    są osoby, które mają płacone za godzinę pracy
    proszę o wpis, kto z chęcią, uśmiechem zrobi 30 swoich obowiązków, i potem jeszcze jeden – skoro prawo go zobowiązuje do 12? i jeszcze zrobi te 30 swoich prac, a zapałatę weźmie za 12? i tak codziennie?

    system NFZ. ktoś, kto w tym nie siedzi, nie wie jaki są absurdy. np. ja (porady specjalistyczne, nie POZ) nie mogę przyjąć kogogś „z ulicy” muszę go najpierw zgłosic do kolejki. przynajmniej 7 dni wcześniej. a jak ktoś wypadnie – muszę zadzwonic po kogoś z nastepnego dnia. jeśli przyjmę kogoś „z marszu” powinienem zadzwonić po tego, kto jest na koniec dnia dzisiejszego i go przesunąć na ….koniec kolejki
    absurd goni absurd. kolejne roporzadzenie gmatwa poprzednie, albo mu przeczy
    ale takie są przepisy

    pojawiaja sie głosy, zeby lekarze zrobili strajk włoski. czyli te 3-4 os/godz, bez zgłoszenia w kolejkę nie ma opcji przyjęcia, itp itd
    wtedy pacjenci zobaczą, jak zły jest system NFZtu, bo sie nigdzie nie załapią
    a ci, co sie załapią – musza okazać się naprawdę końskim zdrowiem, żeby przejśc przez trybiki systemu

    zdrowia życzę

    • życzenia zdrowia przyjmujemy napewno się przydadzą ;)
      niestety to co piszesz jest straszne… lecz prawdziwe..
      no cóż Polska, proszę Pana, Polska..

  24. ~doktórek, :

    a swoją drogą-trochę się dziwię, że pacjenci chcą być 40-tym, 50-tym numerkiem.
    kilka razy się sam złapałem na tym, jak po całym dniu kogos przyjmuję, bo się awanturuje/prosi/daje łapówkę (niepotrzebne skreśl) a potem na wizycie kontrolnej okazuje się, żę czegoś tam nie dostrzegłem…..

    nie chcę, nie będę badany/operowany przez kogoś, kto już zbadał/przerobił 40 osób. zbyt duże ryzyko pomyłki.

    • to co piszesz jest przerażające – człowiek nie patrzy na to, że jest któryms numerkiem, liczy na to, że uzyska poradę…
      czyli wychodzi na to, że najlepiej leczyć sie prywatnie bo wtedy lekarz ma dla ciebie czas, zajmie się tobą i jest mniejsze ryzyko pomyłki bo dostanie za to odpowiednie wynagrodzenie, jednak koło się zamyka, gdy nie ma się pieniędzy by za wizytę płacić 100-200 zł, a jak się nie ma pieniędzy to trzeba iść publicznie się leczyć a tam zmęczony lekarz może np. wypisać ci złą dawkę leku…

      • ~lekarka, :

        Jeżeli mielibyśmy odpowiadnią ilość czasu i pracowali w normalnych warunkach – nie w młynie- możemy przyjmować w ramach NFZ. Nawet za mniejsze pieniądze. Natomiast gdy ma się 10 minut na pacjenta, stos dokumentacji i awantury za drzwiami to ja bałabym się leczyć się w takich warunkach.

        • rozumiem trudne warunki pracy, ale co mają zrobić ludzie, których nie stać na prywatną wizytę? przed wejściem do gabinetu w przychodni pomodlić się, aby lekarz się nie pomylił i miał dobry dzień?…

          • ~lekarka, :

            Jeżeli przyjmie 40 pacjentów, za drzwiami będą awantury od których puchnie głowa a do gabinetu co chwilę będzie ktoś wchodził „tylko na minutkę”- to dokładnie to ma zrobić. Szansa, że zmordowany lekarz się pomyli jest duża. Wolałabym nie kupić butów/papierosów itd niż ryzykować leczenie u padającego na nos doktora.

          • widzę, że nie dojdziemy do wspólnego konsensusu, proszę zrozumieć, że są osoby, których nie stać nawet na papierosy czy zwykłe buty, a co tu mówić o prywatnych wizytach lekarskich…
            nie zrozumie syty głodnego…

          • ~lekarka, :

            Otóz to- syty nie zrozumie głodnego. Pacjent nie zrozumie, że lekarz po przyjęciu 40 pacjentów może padać na twarz ze zmęczenia i mieć prawo odmówić przyjęcia kolejnego,choćby dlatego, że już nie kontaktuje.
            Pacjent nie zrozumie, że dziecko lekarskie ( tak! mamy dzieci) nie musi siedzieć do 18.00 w przedszkolu ( gdy koledzy wyszli najpóźniej o 16.00) bo rodzice przyjmują dodatkowych pacjentów.
            Pacjent nie rozumie, że my także możemy być zmęczeni, mieć domowe problemy, a kobiety po prostu bolesną miesiączkę i….marzyć o tym, zeby się położyć. Nie, nie w godzinach pracy, ale po.

          • muszę z przykrością stwierdzić, że niestety nie widzę końca tej jałowej dyskusji, jeżeli przeczytałaby Pani mój wpis ze zrozumieniem, to zauważyłaby Pani, że nie zabieram prawa lekarzom do prywatnego życia jednak uważam, że system zdrowotny w Polsce kuleje…
            każdy ma prawo do własnych opinii i pozwolę sobie mieć własne zdanie nie odbierając tego prawa Pani.
            życzę zatem miłego dnia i spokojnego weekendu

  25. Tym wszystkim niezadowolonym proponuję jechac do Anglii i tam sie dostac do lekarza -w tym jakze bogatym kraju Tez jestem lekarzem pracuje w dwóch miejsach bo inaczej nie istniała by przychodnia i kolejka codziennie spozniam sie po dzeci do przedszkola i jestem wiecznie zmeczona .Nie moge isc na normalny urlop czy chorobowe bo nie będzie miał kto pracować -nie jestem na kontrakcie
    i pozdrawiam tych wszystkich którzy z nudów i głupoty i nieporadnosci przychodzą do lekarza i zajmują miejsca naprawdę chorym i potrzebującym

    • trudno mi zrozumieć osoby, które z nudów i z własnej woli, nie przymuszone chorobą chodzą do lekarza i to jeszcze w naszym chorym państwie…

  26. Cóż za lekarz co nie chce przyjąć chorego dziecka. Masz rację za pieniądze to zawsze, tylko po co mamy NFZ i płacimy składki. Okropność.

  27. ~strefynieruchomsci.blog.pl, :

    A pamiętajmy ilu z nas leczy się prywatnie , wyobrażacie sobie jak wszyscy by poszli do lekarza państwowego ?
    pozdrawiam
    Jarek

  28. jak to wszystko czytam to dochodzę do wniosku, że wszyscy macie swoje racje i lekarze i pacjenci, wszysycy jesteśmy tylko ludźmi, system jest chory a to wszystko wina TUSKA ;)

    • ~doktórek, :

      tylk, że taki system wprawadził ś.p. prof Religa, za czasów rządu PISu….
      ale nic to.
      pamiętamy, blizna na nosie ś.p. Gosiewskiego to też wina TUSKA

  29. Raz przeżyłam to co Ty u laryngologa, więc wiem o czym piszesz..
    Myślałam że się rozpłaczę, nie dałam odporu pobiegłam po kartę i rzuciłam na biurko, przecież przyszłam z bolącym uchem Młodego ?
    Pozkutkowało
    Trzymaj się Ciekawa…

    • Najgorsza jest ta bezsilność… gdyby z Małą było gorzej to pewnie bym się uparła albo pojechałabym prywatnie…

    • Nie oszczędzamy na Córce,.. gdyby była taka konieczność to pewnie pojechalibśmy prywatnie…

  30. ~dokórek-po raz kolejny, :

    cześć Wam
    dziś zrobiłem mały test
    jak co sobota byłem w pracy
    poradnia na NFZ
    (ciekawe, ilu z Was psioczących pracuje co sobotę? pewnie trochę jest…)
    teoretycznie-2 godz, od 8 do 10, max. 8 osób
    ale – postanowiłem być dobry
    nikomu nie odmówilem
    właśnie skończyłem pracę
    godz. 13.10. 5 godz, z czego 3 za darmo
    ze mną siedziały: rejestratorka, pieleniarka, sprzątaczka, p.Antoni (cieć/złota rączka, ma pozamykać wszsytko)
    są przeszczęśliwi, że mogą te 3 godz w pracy dłużej posiedzieć. za darmo
    (Pani Anno, Albo, Ty też byś była szczęśliwa siedząc ze mną po godzinach? codziennie jakieś 2-3 godziny?)
    przyjąłem 32 osoby. nie było awantur
    żona, dzieci – wiem, że są…. gdzieś tam….pewnie się gapią w TV,
    miałem jechać na egzamin syna z karate…. nie zdążę…
    ale cóż. jestem służba, muszę przyjąć, jak mi ktoś napisał.

    • jeżeli to faktycznie prawda to jestem pełna uznania… dziwna dla mnie tylko jest ta praca po godzinach za darmo? dlaczego za darmo? przecież człowiekowi należy się zapłata za jego pracę…

      • ~lekarka, :

        Z choinki się chyba Waść urwała. Co tam egzamin syna, co tam rodzina, co tam dzieci, co tam stale siedząca sama w domu żona. Pacjent się liczy, bo to służba i powołanie, którą to walutą jakoś dziwnie nie da się zapłacić rachunków.
        A psioczący raczej w soboty nie pracują.
        Nie spotkałam się z przedstawicielami jakiejkolwiek innej branzy, by za darmo z własnej nieprzymuszonej woli zostali w pracy choćby minutę dłużej. No, ale zapomniłam, to nie słuzba.

      • ~daktórek, :

        dlaczego za darmo? bo NFZ płaci za 2 godz. pracy. kto miałby zapłacić za kolejne?

        • ~lekarka, :

          Jak to kto – NIKT. NFZ płaci tak jak płaci i ani złotówki więcej. Każdy dodatkowy pacjent , każda dodatkowa godzina to praca społeczna lekarza, za którą może najwyżej dostać opieprz.
          Ciekawa ładnie napisała – „syty nie zrozumie głodnego”- tak, może Szanowni Pacjenci byliby jednak łaskawi spojrzeć szerzej.

          • mam propozycję – niech to będzie działało w dwie strony – lekarze niech również na nas, pacjentów łaskawie spojrzą szerzej…

  31. ~doktórek, :

    Ciekawa, spoglądamy. i dlatego przyjmiemy te 2-3 osoby więcej. ale nie jesteśmy przyjąć wszytkich którzy by chcieli. nawet jak to jest dziecko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>